Kampanie płatne

Reklama lokalnej firmy: kiedy wybrać Google, kiedy Meta, a kiedy wstrzymać budżet

Spis treści
  1. Czy warto się reklamować
  2. Cztery rzeczy do sprawdzenia
  3. Kiedy Google, a kiedy Meta
  4. Ile to kosztuje
  5. Kiedy wstrzymać budżet
  6. Czego reklama nie zrobi
  7. Od czego zacząć

Ktoś dwa tygodnie temu poradził Ci, żeby „puścić reklamę". Wszedłeś w panel, kliknąłeś kilka razy, ustawiłeś dzienny budżet i po tygodniu zobaczyłeś kilkaset wyświetleń, garść kliknięć i zero telefonów. Pieniądze poszły, a Ty nie wiesz nawet, czy problem był w reklamie, w stronie, czy w tym, że nikt nie odebrał.

Najczęściej problem nie leży w kampanii. Leży w tym, co się dzieje po kliknięciu.

Czy warto reklamować lokalną firmę w Google albo na Facebooku?

Reklama lokalnej firmy to wybór między dwoma różnymi momentami decyzji klienta, a nie kupowanie zasięgu. Google trafia w kogoś, kto już szuka i wpisał frazę. Meta pokazuje ofertę komuś, kto nie szukał. Zanim uruchomisz jedno albo drugie, sprawdź cztery rzeczy: ofertę, stronę, drogę kontaktu i pomiar.

  • Google działa przy istniejącym popycie, Meta przy odkrywaniu oferty, której klient jeszcze nie szukał
  • Kliknięcie w usługach lokalnych kosztuje najczęściej od kilku do kilkunastu złotych
  • Wstrzymaj budżet, jeśli po kliknięciu nie ma odpowiedzi, drogi kontaktu albo pomiaru
  • Ustawienie kampanii u mnie to 2 400 zł jednorazowo, prowadzenie po wdrożeniu 1 200 zł miesięcznie i jest opcjonalne
  • Budżet reklamowy płacisz osobno, bezpośrednio do Google i Meta

Cztery rzeczy do sprawdzenia, zanim wydasz pierwszą złotówkę

Panel reklamowy pokazuje wyświetlenia, kliknięcia i koszt. Nie pokazuje, co zastała osoba, która kliknęła: czy znalazła cenę, czy miała gdzie zadzwonić, czy ktokolwiek jej odpisał. Te cztery rzeczy sprawdzasz sam, bo żadne narzędzie Ci ich nie policzy, a to od nich zależy, czy pieniądze wrócą.

Pierwsza rzecz to oferta. Czy potrafisz w jednym zdaniu powiedzieć, co sprzedajesz i w jakiej cenie? Brzmi banalnie, ale przy usługach to rzadkość. Klient, który musi zadzwonić, żeby dowiedzieć się, czy w ogóle go stać, w połowie przypadków nie zadzwoni. Nie dlatego, że jest za drogo, tylko dlatego, że nie chce rozmawiać po to, by usłyszeć jedną liczbę. Widełki, choćby szerokie, rozwiązują ten problem jednym zdaniem na stronie.

Druga to strona. Ktoś klika reklamę w przerwie między zadaniami: w kolejce, przy kawie, wieczorem na kanapie. Ma kilkanaście sekund uwagi i telefon w jednej ręce. Jeśli numer i podstawowa informacja o cenie są trzy ekrany niżej, ta osoba wróci do wyników wyszukiwania i kliknie następną firmę. Zapłaciłeś za jej kliknięcie i oddałeś ją konkurencji w piętnaście sekund.

Trzecia to droga kontaktu. Co się dzieje, kiedy klient napisze w sobotę o 20:00? Jeśli odpowiedź brzmi „nic do poniedziałku", reklama kupuje Ci zapytania, które systematycznie oddajesz. To najkosztowniejszy z czterech braków, bo skaluje się razem z budżetem: im więcej wydajesz, tym więcej zapytań zostaje bez odpowiedzi.

Czwarta to pomiar. Czy wiesz, ile telefonów przyszło z reklamy? Bez tego po miesiącu masz liczbę kliknięć, która nic nie mówi o sprzedaży, i podejmujesz decyzje na podstawie wskaźnika niepowiązanego z pieniędzmi.

Braki w punktach pierwszym i drugim obniżają skuteczność, ale kampania nadal może się bronić. Braki w trzecim i czwartym są powodem, żeby wstrzymać budżet, dopóki ich nie naprawisz.

Kiedy Google, a kiedy Meta

Zadaj sobie jedno pytanie: czy Twój klient wpisuje w Google nazwę tego, co sprzedajesz? Jeśli tak, wybierasz Google. Jeśli nie wpisuje, bo nie wie, że taka usługa istnieje, zostaje Meta.

KryteriumGoogleMeta
Momentklient sam wpisał frazęklient przewija i niczego nie szukał
Typowa fraza albo sytuacja„hydraulik warszawa", „fizjoterapeuta w pobliżu"zdjęcie efektu zabiegu w feedzie
Najlepiej działa przypilnej potrzebie, awarii, konkretnej usłudzeofercie wizualnej, nowości, promocji sezonowej
Słabo działa przyofercie, której nikt nie zna z nazwypilnej potrzebie tu i teraz

U firmy usługowej klient ma awarię albo planuje remont i wpisuje nazwę usługi z miastem. To podręcznikowy przypadek dla Google: intencja jest gotowa, zanim reklama się pojawi, więc Twoim zadaniem jest pokazać się w tym momencie i nie zmarnować kliknięcia. Meta wchodzi tu później, jako przypomnienie dla osób, które były już na stronie i jeszcze nie zadzwoniły. Odwrotna kolejność, czyli start od Mety, oznacza budowanie zainteresowania u ludzi, którzy nie mają w tej chwili zepsutego kranu. To droga powolna i kosztowna.

W gabinecie i salonie działa jedno i drugie, ale na dwóch różnych klientkach. Google łapie kogoś, kto szuka „fizjoterapeuta" po urazie albo „paznokcie hybrydowe" przed weselem, czyli ma konkretną potrzebę z datą. Meta sprzedaje zabieg, o którym klientka nie wiedziała, że istnieje, bo zobaczyła efekt na zdjęciu i dopiero wtedy pomyślała, że też by chciała. Pierwsza grupa jest mniejsza i tańsza w pozyskaniu, druga większa i wolniejsza. Przy pustym grafiku w tym tygodniu sięgasz po pierwszą, przy nowej usłudze po drugą.

W restauracji i sklepie Google w wyszukiwarce wypada najsłabiej i warto to powiedzieć wprost, zanim wydasz budżet. Nikt nie klika reklamy, szukając obiadu, bo decyzja zapada w Mapach: na zdjęciach, godzinach otwarcia i opiniach. To inny odruch niż przy usłudze i żadne ustawienie kampanii tego nie zmieni. Jeśli prowadzisz lokal, uporządkuj najpierw wizytówkę, bo kosztuje zero złotych i zmienia dokładnie to miejsce, w którym ludzie wybierają. Reklama ma sens przy konkretnym wydarzeniu, otwarciu albo cateringu, czyli tam, gdzie jest coś, o czym okolica jeszcze nie wie.

Ile to kosztuje

Dwie osobne kwoty, które łatwo pomylić.

Budżet reklamowy płacisz bezpośrednio platformie i nie przechodzi on przez nikogo pośredniego. W usługach lokalnych kliknięcie kosztuje najczęściej od kilku do kilkunastu złotych, bo licytuje o nie kilku okolicznych wykonawców, a nie sieci ogólnopolskie. W niszach awaryjnych bywa wyraźnie drożej: fraza „osuszanie mieszkania warszawa" osiągała na rynku około 29 złotych za kliknięcie. Zasada jest prosta i dotyczy też Twojej branży. Klient z zalanym mieszkaniem dzwoni do pierwszej firmy, która się pokaże, i nie sprawdza trzech kolejnych. Firmy o tym wiedzą, więc licytują wysoko, bo takie kliknięcie kończy się zleceniem znacznie częściej niż przy usłudze planowanej z miesięcznym wyprzedzeniem. Frazy ogólnokrajowe w branżach takich jak kredyty czy ubezpieczenia idą w setki złotych, ale to inny rynek i nie jest punktem odniesienia dla lokalnej firmy.

Wynagrodzenie za pracę nad kampanią to u mnie 2 400 zł jednorazowo za ustawienie. Obejmuje wybór kanału, konfigurację kont i pomiaru, teksty, kreacje, kierowanie lokalne, dwa tygodnie testu na mniejszym budżecie oraz dokumentację konta: co gdzie jest ustawione i dlaczego. Po tym prowadzisz kampanię sam, jeśli chcesz, i to nie jest formuła grzecznościowa. Dokumentacja istnieje po to, żebyś mógł to robić bez mojego udziału.

Prowadzenie po wdrożeniu kosztuje 1 200 zł miesięcznie i jest jedyną rzeczą, którą rozliczam cyklicznie. Kampania bez nadzoru traci skuteczność w kilka tygodni, bo kreacje się wypalają, a lista wyszukiwań, na które się pokazujesz, zmienia się sama. Nie chcę sprzedawać czegoś, co przestanie działać miesiąc po starcie i o czym dowiesz się dopiero z rachunku. Po trzech pierwszych miesiącach możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

Zanim zdecydujesz, policz zysk z jednego klienta. Zysk, czyli to, co zostaje po odjęciu materiału, ludzi i paliwa. Jeśli klient zostawia u Ciebie 2 000 zł zysku, a na jedno zlecenie potrzebujesz dziesięciu kliknięć po 15 zł, koszt pozyskania wynosi 150 zł i kampania broni się z dużym zapasem. Jeśli klient zostawia 150 zł przy tym samym koszcie kliknięcia, wystarczy osiem kliknięć bez zapytania i jesteś pod kreską. Wtedy matematyka się nie spina i żadna optymalizacja tego nie odwróci, bo problemem nie jest kampania, tylko wartość transakcji w stosunku do ceny uwagi w Twojej branży.

Kiedy wstrzymać budżet

Są trzy sytuacje, w których lepiej nie uruchamiać kampanii. W każdej z nich coś jest zepsute jeszcze zanim klient kliknie: nie ma kto odebrać, nie wiadomo, co działa, albo strona nie odpowiada na pytanie. Reklama zwiększa wtedy liczbę osób, które się o to potkną, i płacisz za każdą z nich.

Najkosztowniejsza z nich to brak kogoś, kto odbierze. Zapytania przychodzą wieczorem i w weekendy, a Ty pracujesz u klienta albo prowadzisz zabieg. Bez reklamy tracisz część z pięciu zapytań tygodniowo. Z reklamą tracisz część z piętnastu, tylko że za te piętnaście już zapłaciłeś. Zanim zwiększysz ruch, uporządkuj to, co dzieje się z zapytaniem po godzinach. Nawet automatyczne potwierdzenie z godziną oddzwonienia zatrzymuje część ludzi, którzy inaczej napisaliby do konkurencji.

Druga sytuacja to brak pomiaru. Bez śledzenia telefonów i formularzy po miesiącu wiesz tylko, ile kliknięć kupiłeś. Nie wiesz, która fraza przyniosła klienta, więc nie masz czego wyłączyć ani czego wzmocnić. Optymalizacja sprowadza się wtedy do zgadywania, a druga i trzecia faktura wygląda tak samo jak pierwsza. W usługach lokalnych większość kontaktu idzie telefonem, więc bez osobnego numeru dla reklamy nie widzisz nawet połowy efektu, który opłaciłeś.

Trzecia jest najprostsza do naprawienia i dlatego najbardziej irytująca, gdy zostaje zaniedbana: strona bez ceny, bez telefonu na górze, z opisem usług z 2019 roku i galerią, która nie ładuje się na telefonie. Ruch trafi tam i odbije się, a Ty zapłacisz za każde odbicie. To jedyny z trzech problemów, który możesz rozwiązać w jedno popołudnie.

Czego reklama nie zrobi

Reklama przyprowadza kontakt i na tym jej rola się kończy. Strony, na którą prowadzi, nie naprawi. Telefonu za Ciebie nie odbierze. Sprzedaży też nie zamknie, jeśli cena odstrasza albo konkurencja obok jest po prostu lepsza, bo wtedy kampania przyspiesza jedynie tempo, w jakim ludzie porównują Cię z innymi i wybierają innych.

Wizytówki Google również nie zastąpi, a to nieporozumienie kosztuje najwięcej w handlu i gastronomii. Tam wizytówka jest ważniejsza od kampanii, bo to w niej zapada decyzja. W usługach i gabinetach jest tym, co klient sprawdzi zaraz po kliknięciu reklamy, zanim zadzwoni: zobaczy godziny, zdjęcia i opinie, i dopiero wtedy zdecyduje. Kampania prowadząca do firmy z czterema opiniami sprzed dwóch lat pracuje pod górę i płacisz za tę górę w każdym kliknięciu.

Nie przyspieszy też decyzji, która z natury trwa. Przy usługach droższych, jak wymiana instalacji czy seria zabiegów, klient porównuje oferty przez tydzień albo dwa, rozmawia z rodziną i wraca. Reklama pokaże mu Cię na początku tej drogi, ale zamknięcie nastąpi w rozmowie, do której musisz go dowieźć czymś innym: odpowiedzią na czas, konkretną wyceną i opiniami, które potwierdzą, że warto.

Ostatnia rzecz, o której łatwo zapomnieć przy planowaniu budżetu: reklama nie buduje niczego trwałego. W miesiącu, w którym wyłączysz budżet, znikasz z wyników w ciągu kilkunastu minut. To nie jest wada, tylko cecha kanału, ale ma konsekwencję dla planowania. Jeśli chcesz mieć coś, co zostaje, kampania musi iść w parze z wizytówką i treścią na stronie, a nie zastępować jedno i drugie.

Od czego zacząć

Przejdź przez cztery punkty z początku tego tekstu i bądź wobec siebie surowy, zwłaszcza przy trzecim i czwartym. Jeśli wszystkie są w porządku, wybór między Google a Metą sprowadza się do jednego pytania: czy Twój klient szuka, czy dopiero odkrywa. Jeśli któryś kuleje, napraw go najpierw. To nudniejsze niż uruchomienie kampanii i zwykle tańsze niż miesiąc przepalonego budżetu.

Kampanie płatne

Nie wiesz, czy Twoja firma jest gotowa na reklamę?

Przechodzę z Tobą przez te cztery punkty i mówię wprost, jeśli lepiej wstrzymać budżet. 20 minut, bez slajdów.

FAQ

Częste pytania